„Tak… Pan Henderson bierze 4B”.
Powoli pokręciłem głową.
„Nie. Pan Henderson ma dziś rano hipoglikemię”.
Zamarła.
„Jeśli mu to podasz” – kontynuowałem spokojnie – „zapadnie w śpiączkę cukrzycową”.
Jej twarz zbladła.
„O mój Boże…”
Wpatrywała się w swoją kartę. Ręce zaczęły jej drżeć.
„Masz rację”. Skinąłem głową w stronę drzwi.
„Idź to naprawić, zanim ktoś umrze”.
O mało nie wybiegła z pokoju. Usiadłem na brzegu łóżka i westchnąłem.
Przeprowadzałem nawet triaż w domu opieki. Niektóre nawyki nigdy nie umierają.
O 6:15 ktoś zapukał. Recepcjonistka wyglądała na przepraszającą.
„Pani Harris? Jest telefon. Ze Szpitala Centralnego”.
Ścisnął mi się żołądek. Podniosłam słuchawkę.
Głos po drugiej stronie był krótki i profesjonalny.
„Jestem Shirley Harris? Matka Clary Rakes?”
„Tak”.
„Pani córka upadła i została przyjęta do szpitala. Wygląda na to, że spadła ze schodów”.
Spadła ze schodów. Zamykam oczy.
Leave a Comment