„Jakiś mężczyzna za nami idzie” – wyszeptałam.
„Evan mówi, że siedzi za nami i robi zdjęcia”.
W słuchawce zapadła cisza.
Potem głos Milesa się zmienił – stał się stanowczy i opanowany.
„Zostań w łazience” – powiedział.
„Nie wracaj sama”.
Usłyszałam kroki zatrzymujące się za drzwiami łazienki – a potem cichy odgłos kogoś, kto tam stał, jakby czekał.
A potem Evan wyszeptał coś, co niemal zmroziło mi krew w żyłach:
„Mamo… Chyba za nami poszedł”.
Odwróciłam głowę w stronę wejścia do łazienki, serce waliło mi jak młotem.
Wentylator nagle zaszumiał zbyt głośno, jakby maskował niebezpieczeństwo.
„Miles” – wyszeptałam do telefonu – „ktoś tam jest”.
„Zamknijcie się w kabinach” – powiedział natychmiast.
Leave a Comment