Przeszłam do linii notatek. Moje kciuki śmigały po cyfrowej klawiaturze z absolutną, lodowatą precyzją.
Notatka: „Jesteś warta tylko tyle. Ciesz się dniem w spa”.
Kliknęłam „Wyślij”.
Obserwowałam, jak na ekranie pojawia się zielony ptaszek, potwierdzający, że przelew jednodolarowy został pomyślnie zaksięgowany na koncie Chloe. Ale gdy wpatrywałam się w potwierdzenie, ogarnęło mnie mroczne, przerażające uświadomienie.
To nie wystarczyło.
Myśleli, że po prostu wpadam w furię. Myśleli, że siostra „przegrana”, niezawodny, nudny bankomat, w końcu się podda, poczuje się winna i wyśle pozostałe 9999 dolarów przed ranem. Wierzyli, że są absolutnie niezwyciężeni, całkowicie odizolowani od konsekwencji dzięki prostemu faktowi, że mamy takie samo nazwisko.
Otarłam zaschnięte łzy z policzków grzbietem dłoni. Mój wyraz twarzy stwardniał niczym nieprzenikniona maska.
Leave a Comment