„Eleno! Eleno, co ty robisz?!”. krzyknęła Martha. „Nie możesz nas zostawić z niczym! Jutro trzeba spłacić kredyt hipoteczny za dom! W piątek trzeba zapłacić czynsz za samochód Chloe! Nie mamy pracy! Jesteśmy twoją rodziną!”
„Przestań dramatyzować, mamo” – zacytowałam gładko siostrę, wbijając jej w zęby jej dokładne, bezduszne słowa.
Nie czekałam na jej odpowiedź. Zwróciłam się do kierownika banku.
„Panie Sterling” – rozkazałam. „Martha i Chloe Vance nie mają już uprawnień do korzystania z żadnego z moich kont, ze skutkiem natychmiastowym. Jeśli nie opuszczą holu pani banku w ciągu dokładnie trzydziestu sekund, proszę wezwać policję i siłą aresztować je za wtargnięcie i nękanie”.
Rozłączyłam się.
Nagły, elektroniczny sygnał dzwonienia zabrzmiał mi w uchu jak dzwon pogrzebowy dla ich luksusowego, pasożytniczego życia.
Rozdział 5: Nieprzenikniony Oddział
Godzinę później adrenalina całkowicie opadła, pozostawiając po sobie głębokie, do szpiku kości wyczerpanie.
Siedziałam w wygodnym fotelu obok łóżka Mii na Pediatrycznym Oddziale Intensywnej Terapii. W pokoju panowała cisza, przerywana jedynie jednostajnym, uspokajającym, rytmicznym bip-bip-bip jej kardiomonitora. Spała twardo, jej drobna twarz była blada, ale spokojna, a spod szpitalnej koszuli widoczny był gruby, biały bandaż. Trzymałam jej drobną, ciepłą dłoń w obu dłoniach, delikatnie głaszcząc kciukiem kostki jej palców.
Pielęgniarka, miła kobieta po pięćdziesiątce, wsunęła głowę do pokoju, trzymając podkładkę.
„Pani Vance?” wyszeptała, nie chcąc budzić dziecka. „Przepraszam, że przeszkadzam, ale przy głównym stanowisku ochrony na pierwszym piętrze czekają dwie kobiety. Domagają się widzenia z panią i proszą o dostęp do OIOM-u. Mówią, że to babcia i ciotka pacjentki”.
Nie drgnęłam. Nie poczułam ani odrobiny niepokoju. Delikatnie pocałowałam Mię w czoło, położyłam jej dłoń z powrotem na łóżku i wstałam.
„Zajmę się tym” – powiedziałam pielęgniarce.
Leave a Comment