Daniel odpowiedział gniewnie.
Na początku nie pozwalał mi mówić.
„Zawiodłeś nas.
Jesteśmy już u twoich drzwi.
Co mamy zrobić?”
Poczekałem, aż skończy i odpowiedziałem spokojnie, co zaskoczyło nawet mnie:
„To samo, co robiłem całe życie, synu: rozwiąż to”.
Zapadła niezręczna cisza.
Potem powiedziałem mu, że na stole będzie adres schroniska dla psów, za który zapłaciłem przez miesiąc, że moje dokumenty osobiste mają pozostać w spokoju, że nie odwołam podróży i że od teraz wszelka pomoc, którą będę udzielał, będzie dobrowolna, a nie wymuszona.
Wyrzucił z siebie słowa:
„Wybierasz się teraz na rejs, skoro tata właśnie umarł?”
A ja odpowiedziałem:
„Teraz.
Bo jeszcze żyję”.
Rozłączył się.
Pół godziny później Lucía wysłała mi wiadomość.
Leave a Comment