Nigdy nie powiedziałam kochance mojego męża, że ​​jestem anonimową twórczynią programu telewizyjnego, który przyniósł jej sławę. Zażądała, żeby mnie wyrzucono z planu, bo „wyglądałam jak fanka”. Powiedziała ekipie, że jej chłopak (mój mąż) jest właścicielem studia. Uśmiechnęłam się i wpisałam jedno zdanie do scenariusza finałowego odcinka. Podczas transmisji na żywo otworzyła pudełko z rekwizytami – tylko po to, by zamiast scenariusza znaleźć w nim swój prawdziwy nakaz eksmisji i moje papiery rozwodowe. „Cięcie!” – krzyknęłam. „Twoja postać właśnie umarła – i twoja kariera też”.

Nigdy nie powiedziałam kochance mojego męża, że ​​jestem anonimową twórczynią programu telewizyjnego, który przyniósł jej sławę. Zażądała, żeby mnie wyrzucono z planu, bo „wyglądałam jak fanka”. Powiedziała ekipie, że jej chłopak (mój mąż) jest właścicielem studia. Uśmiechnęłam się i wpisałam jedno zdanie do scenariusza finałowego odcinka. Podczas transmisji na żywo otworzyła pudełko z rekwizytami – tylko po to, by zamiast scenariusza znaleźć w nim swój prawdziwy nakaz eksmisji i moje papiery rozwodowe. „Cięcie!” – krzyknęłam. „Twoja postać właśnie umarła – i twoja kariera też”.

„Nie mogę się doczekać dzisiejszego finału na żywo. Kiedy w końcu powiesz tej swojej „fance”, że jutro wprowadzamy się do penthouse’u?”

Oddech uleciał mi z płuc, jakbym została uderzona. Zatrzymałam się, a neonowy znak wyjścia cicho zabrzęczał nad moją głową. Penthouse. Wielomilionowy loft w centrum miasta, który potajemnie upoważniłam do zakupu mojej spółki holdingowej zaledwie w zeszłym miesiącu, zakładając, że Mark chce go zainwestować.

Zanim zdążyłam w pełni zrozumieć powagę zdrady, za mną rozległy się ostre kroki. Tiffany podążyła za mną aż do granicy planu, a Mark podążał tuż za nią jak posłuszny cień. Jeszcze nie skończyła.

„Posłuchaj mnie uważnie” – warknęła Tiffany, wskazując wypielęgnowanym, akrylowym palcem ponad moim ramieniem na producenta wykonawczego programu, który nerwowo krążył w pobliżu. „Mój chłopak – Mark Sterling – jest właścicielem całego tego studia. Jeśli ta nijaka kobieta nie zostanie do końca godziny wyrzucona z tego miejsca, to idę sobie stąd. Mówię poważnie. Nie pozwolę, żeby psuła mi atmosferę. A przecież doskonale wiesz, że finał na żywo nie może się odbyć beze mnie”.

Powoli się odwróciłam. Spojrzałam na Marka. Stał tuż za nią, kiwając głową na znak zgody. Spojrzał na mnie z mieszaniną żałosnego współczucia i jawnej irytacji. On naprawdę…

Lly wierzyła w jej urojenia. Pozwolił swojej kochance przekonać się, że jego stanowisko kierownicze średniego szczebla równa się własności. Nie wiedział, że jego wypłata, sprzęt fotograficzny, sam beton pod jego drogimi włoskimi butami, należały do ​​anonimowej korporacji holdingowej, którą całkowicie kontrolowałam.

back to top