„Panno Harper? Słyszy mnie pani?”
Pielęgniarka o życzliwym spojrzeniu pochyliła się nade mną. Próbowałam skinąć głową, ale ból przeszył mi czaszkę, tak silny, że omal nie zemdlałam.
„Nie ruszaj się, kochanie” – wyszeptała, delikatnie powstrzymując moją dłoń, gdy sięgałam do twarzy. „Masz złamaną kość oczodołu, poważny wstrząs mózgu i poważne uszkodzenie szczęki i kości policzkowej. Twoja szczęka jest zadrutowana”.
Zadrutowana. Słowa unosiły się w powietrzu.
„Policja jest tutaj” – dodała cicho. „Muszą wiedzieć, co się stało”.
Policja.
Mgła w moim mózgu rozwiała się na tyle, że wspomnienia powróciły. Wyrwanie. Śmiech. Uścisk mojego ojca.
W polu widzenia pojawiła się kobieta w eleganckiej marynarce. Detektyw Sarah Chen. Przysunęła sobie krzesło z ponurą miną.
„Nie spiesz się, panno Harper” – powiedziała, otwierając notes. „Wiem, że to trudne. Ale muszę, żebyś mi wszystko opowiedziała”.
Mówienie było męką. Moje słowa były bełkotliwe, przesączały się przez spuchnięte usta i metalowe druty. Ale jej powiedziałam. Opowiedziałam jej o kolacji. Opowiedziałam jej o latach bycia rozczarowaniem. Opowiedziałam jej o sąsiadce, pani Rodriguez, która, jak się później dowiedziałam, widziała napaść przez okno i zadzwoniła pod numer alarmowy 911, ratując mi życie.
Leave a Comment