Spojrzałam na niego zszokowana. „W ogóle mnie nie odwiedziłeś”.
„Miałam życie!” krzyknęła. „Miałam obowiązki!”
„A tata to zauważył”.
Jej twarz stwardniała. „Wszystko, co znalazłeś, należy do nas obojga”.
„Nie” – powiedziałem. „Nie jest”.
Podeszła bliżej, ściszając głos. „W takim razie zakwestionuję wszystko. Testament, przeniesienie, wszystko.
Zobaczymy, ile z twojej małej niespodzianki zostanie, kiedy sprawa trafi przed sąd”.
Potem spojrzała w stronę stodoły.
I zanim zdążyłem ją powstrzymać, skierowała się prosto do niej.
Poszedłem za Vanessą przez podwórze, serce waliło mi w uszach.
Poruszała się szybko, napędzana chciwością, która sprawia, że ludzie zapominają o swojej godności.
Zanim go dogoniłem, był już w stodole, sprawdzając półki, haki siodłowe, koryta – wszędzie tam, gdzie jego zdaniem tata mógł schować coś jeszcze.
„Wynoś się” – powiedziałem.
Zignorowałem go i pociągnąłem za wieko skrzyni wypełnionej starymi kocami. Kurz uniósł się w popołudniowym świetle.
„Nie możesz sama decydować, co jest słuszne” – warknął. „Też jestem jego córką”.
Leave a Comment