„Załamałaś się” – warknął. „W ogóle nie myślałaś trzeźwo”.
„A myślałaś o pieniądzach” – powiedziałam.
Pochylił się do przodu, jego głos był niski. „Jeśli sprawa trafi do sądu, wezwą cię do sądu. Uznają cię za osobę niestabilną. A ja podpisałem umowę o zachowaniu poufności”.
„Więc im pomogłeś” – powiedziałem.
Nie odpowiedział.
„Wyjaśnij umowę” – powiedziałem. „Od początku do końca”.
Przyznał się do wszystkiego. Do pomyłki z lekami. Do czeku. Do umowy o zachowaniu poufności. Do obietnicy…
Nie pozwiemy.
Decyzja o zachowaniu mnie w tajemnicy, bo, jak powiedział: „Nie znosisz, gdy ktoś popełnia błąd”.
Kiedy skończył, wyjąłem telefon, zatrzymałem nagrywanie i położyłem go na stole.
Daniel patrzył na niego, jakby miał zaraz eksplodować.
„Nagrywałeś mnie?” wyszeptał.
„Tak” – powiedziałem. „Bo kiedyś wybrałeś ich zamiast mnie”.
Następnego dnia spotkałem się z Renee, zawodową prawniczką specjalizującą się w błędach w sztuce lekarskiej.
Obejrzała nagranie bez mrugnięcia okiem. Potem wysłuchała nagrania zeznań Daniela.
„To próba zatuszowania” – powiedziała. „Próbują to ukryć. Próbują to ujawnić”.
„Składamy wniosek” – powiedziałem.
Złożyliśmy skargi do izby lekarskiej i oświadczenie o zamiarze wniesienia pozwu.
Leave a Comment