Moje dłonie mnie zdradziły. Telefon wyślizgnął mi się z zdrętwiałych palców, spadając w zwolnionym tempie, aż uderzył w nieubłaganą marmurową podłogę, a ekran roztrzaskał się w pajęczynę potłuczonego szkła. Upadłam na kolana, łapiąc powietrze pośród metrów białego jedwabiu, a mój misternie skonstruowany świat rozpadł się wokół mnie.
Zanim pierwszy szloch zdążył wyrwać się z mojego gardła, rozległo się ciężkie, władcze pukanie do mahoniowych drzwi.
Nie mogłam mówić. Nie mogłam się ruszyć. Czekałam, aż moja matka albo druhna wbiegną do środka i znajdą mnie załamaną na podłodze. Ale ciężkie drzwi nie otworzyły się ot tak – zostały uchylone na oścież przez wypolerowany włoski skórzany but. Do apartamentu weszła wysoka, imponująca postać, patrząc z góry na moją zmiętą sylwetkę. Niski, nieznany głos wycedził: „No cóż, czyż to nie tragiczne marnotrawstwo luksusowego szampana?”.
Rozdział 2: Diabelska propozycja
Mrugnęłam przez piekące łzy, a mój wzrok wyostrzył się na tyle, by rozpoznać mężczyznę stojącego nade mną. To nie był mój ojciec. To nie był drużba. To był Julian Vance.
W wieku trzydziestu lat Julian był miliarderem technologicznym, który sam doszedł do wszystkiego i zaprzysięgłym rywalem korporacyjnym mojego ojca. Był wilkiem krążącym na granicy naszego terytorium starych pieniędzy, człowiekiem, który z równą miarą gardził Harringtonami i Sterlingami. Jego ciemne oczy były bystre, wyrachowane i całkowicie pozbawione litości, której się spodziewałam. Miał na sobie starannie skrojony garnitur od Toma Forda, który wyglądał jak zbroja, i emanował aurą niebezpiecznej, kinetycznej energii.
Julian uklęknął, zupełnie nie przejmując się tym, że zakurzona marmurowa podłoga drapie go w spodnie. Nie podał chusteczki. Nie szepnął pocieszających frazesów. Zamiast tego, wyciągnął rękę.
„To głupiec” – stwierdził Julian niskim, jednostajnym głosem, który przykuwał całą uwagę. „Jeśli wyjdziesz tam teraz sama, Eleanor, staniesz się porzuconą panną młodą. Do północy będziesz płaczącą ofiarą tabloidów, a akcje Sterling Global wykrwawią się na dźwięk gongu otwierającego ceremonię”.
Wpatrywałam się w niego, zapierając mi dech w piersiach. On wie. Skąd wie?
„Wyjdź za mnie zamiast mnie” – powiedział Julian. Słowa zawisły w powietrzu.
, ciężki i śmiercionośny. „W tej chwili. Oddam ci miecz, żeby Carter Harrington żałował tego do końca swojego żałosnego, powierniczego życia”.
Spojrzałam na roztrzaskany telefon leżący na podłodze, którego rozbity ekran wciąż słabo świecił moim upokorzeniem. Potem spojrzałam na wyciągniętą dłoń Juliana. Pomyślałam o Carterze, prawdopodobnie śmiejącym się w uciekającym samochodzie, zostawiającym mnie samą na pastwę medialnej rzezi. Dziwny, przerażający żar rozgorzał w mojej piersi, wypalając lodowaty paraliż żalu. Płacz zniszczyłby moją rodzinę. Ale kontratak? Kontratak z samym diabłem? To uczyniłoby ze mnie legendę.
Przerażona, posłuszna dziewczyna zniknęła, spalona nagłą, gwałtowną iskrą zimnej jasności. Byłam kobietą z lodu i zemsty. Mocno położyłam dłoń w rękawiczce w jego dłoni.
„Niech krwawi” – wyszeptałam.
Leave a Comment