Jego twarz była pomarszczona, ściągnięta i nieprzenikniona, jak to często bywa u prawdziwie wpływowych mężczyzn.
Nie nosił ostentacyjnej biżuterii. Nie potrzebował jej. Nawet gdy stał nieruchomo, jego obecność przemeblowywała pomieszczenie.
Perfekcyjnie po angielsku zapytał: „Wiesz, co tam jest napisane?”.
Spotkałem się z nim wzrokiem.
„Tak” – odpowiedziałem.
Brent się roześmiał. „Chcę to usłyszeć”.
Ale szejk Omar uniósł rękę, nie patrząc na niego, i śmiech ucichł niemal natychmiast.
Potem przeszedł na arabski. Nie było to powitanie. Nie było to proste zdanie. Pytanie. Prawdziwe.
Precyzyjne, formalne i tak wielowarstwowe, że ktoś, kto zna się tylko na turystach, nie mógłby odpowiedzieć na nie pobieżnie.
„Więc powiedz mi” – powiedział – „dlaczego to przysłowie jest niekompletne i jakiego słowa brakuje w oryginalnej wersji?”.
W pomieszczeniu zapadła całkowita cisza. Uśmiech Brenta zniknął.
Bo spodziewał się podstępu. Nie spodziewał się, że zrozumiałam każde słowo.
Leave a Comment