Gdy funkcjonariusz stanowczo wyprowadził matriarchę na jasno oświetlony korytarz, Linda gwałtownie wykręciła tułów, rzucając ostatnie, jadowite spojrzenie przez ramię. Jej oczy płonęły nienawiścią tak czystą, że aż promieniowała.
„To jeszcze nie koniec, ty mały intruzie” – warknęła, walcząc z uściskiem funkcjonariusza. „Pożałujesz dnia, w którym wszedłeś w konflikt z tą rodziną”.
Ciężkie drzwi zaczęły się zamykać, ale detektyw Ramirez zatrzymał się w progu. Przytrzymała drzwi jedną ręką, spojrzała na mnie i zniżyła głos do ściśle tajnego tonu.
„Proszę pani, potrzebuję bezpośredniej odpowiedzi. Czy ta kobieta kiedykolwiek przed dzisiejszym dniem zagrażała pani bezpieczeństwu fizycznemu? Bo biorąc pod uwagę jej pożegnalne słowa i pozycję społeczną, jeśli ma to za sobą przeszłość, możemy przyspieszyć wydanie nakazu ochrony, zanim jeszcze wpłaci kaucję”.
Uścisnęłam dłoń Marka, czerpiąc siłę z jego nieugiętego uścisku. Spojrzałam na detektywa i powoli skinęłam głową.
„Toczy ze mną psychologiczną wojnę od pięciu lat” – wyznałam, a prawda wylała się ze mnie jak woda z przerwanej tamy. „Ale nigdy nie przekroczyła granicy fizycznej. Aż do dziś. Aż do momentu, gdy sprowadziłam na świat kolejnego spadkobiercę”.
Leave a Comment