Zmęczenie czyni cię niezdarnym. Wlokłem po głównych schodach ogromną plastikową skrzynię wypełnioną pustymi, brzęczącymi butelkami po alkoholu. Moja stopa, ubrana w znoszoną skarpetkę, natknęła się na ukrytą plamę rozlanej tequili w pobliżu najwyższego stopnia.
Świat gwałtownie się wywrócił.
Nie tylko upadłem; ja po prostu się stoczyłem. Staczałem się po stromych schodach z płytek Saltillo, machając kończynami, aż mój tors uderzył z mdłą siłą o ostrą, nieustępliwą krawędź ciężkiego marmurowego cokołu w głównym holu.
Głęboko w moim brzuchu rozkwitło lokalne gorąco. To nie był tępy ból; To była ząbkowana krawędź, skręcająca się i wgryzająca w miękką tkankę z każdym rozpaczliwym łykiem powietrza. Leżałam zwinięta w pozycji embrionalnej na zamarzniętych kafelkach przez godziny, a przed oczami miałam mnóstwo czarnych plam. Ciśnienie wewnętrzne było potworne, niczym balon rozprężający się, oplatający moje narządy.
Wiedziałam, że coś pękło.
Przez mgłę bólu zdałam sobie sprawę, że Vera nie przyjdzie. Znana była z tego, że wyłączała telefon, aby zapewnić sobie nieprzerwany sen. Drżącymi, bezkrwistymi palcami udało mi się wyciągnąć komórkę z kieszeni i zadzwonić pod numer pogotowia ratunkowego.
Ratownicy medyczni znaleźli mnie dziesięć minut później, zszarzałą i bladą w kałuży zimnego potu. Umieścili mnie na noszach przyciszonymi, natarczywymi głosami. Gdy drzwi karetki zatrzasnęły się z hukiem, spojrzałam na rozległą posiadłość. W domu panowała całkowita cisza. Moja siostra spała, a ja…
Krwawiąc od środka.
Leave a Comment