A każde z tych zdań, choć brzmiało jak komplement, niosło ze sobą późne uznanie.
To, co kiedyś było wzgardzane, teraz było podziwiane.
Potem pojawiły się komplementy dotyczące jej jedzenia. Jeden z sąsiadów przechodził obok jej domu i, czując zapach świeżej mąki kukurydzianej z olejem palmowym, nie mógł się oprzeć.
„Selma, to ty gotujesz? Naucz mnie, jak to się robi”.
Selma odpowiedziała nieśmiałym skinieniem głowy, wciąż nieprzyzwyczajona do nowego tonu. Przez długi czas te usta oferowały jej jedyną truciznę. Teraz pojawiły się z miodem.
A miód, po takiej goryczy, trzeba długo przełknąć.
Jednak wkrótce zaczęły napływać zaproszenia.
Na początku dyskretnie, niemal nieśmiało.
„U Annabeth jest herbata. Wpadnij.”
„Żona Jo zrobiła kukurydziane puree i chce się podzielić.”
Selma zawahała się, serce wciąż ją bolało od dawnych słów. Ale Kaibu, wyczuwając jej wątpliwości, powiedział po prostu:
„To nie dla nich. To dla ciebie. Czasami dusza też musi opuścić dom.”
Więc poszła.
Za pierwszym razem siedziała w milczeniu, więcej słuchała niż mówiła. Kobiety próbowały prowadzić luźne pogawędki, komplementowały dziecko, pytały o pogodę, plony, nowe zbiory.
Selma odpowiadała ostrożnie.
Leave a Comment