„Tak” – odpowiadasz.
Nawet to wydaje się przekroczeniem progu. Nazywaniem rzeczywistości bez jej łagodzenia.
O trzeciej po południu pojawia się twoja najlepsza przyjaciółka Tessa z tajskim jedzeniem na wynos, czerwonymi oczami i wystarczającą ilością słusznego oburzenia, żeby zasilić małe miasto. Jest kobietą, która nosi szminkę jak zbroję i nigdy nie pomyliła dobrych manier z moralnym obowiązkiem. W chwili, gdy wchodzi do środka, rzuca jedzenie na twoją kuchenną wyspę i przyciąga cię w tak mocnym uścisku, że prawie pozbawia cię tchu.
„Zgolę temu facetowi brwi we śnie” – mówi ci do włosów.
Śmiejesz się niespodziewanie i bezradnie.
Zaczyna się płakać, zanim zdążysz się powstrzymać.
Tessa zostaje z tobą do popołudnia, podczas gdy ty opowiadasz całą historię. Słyszy o prośbie Leticii, o opóźnieniu Diego z przyznaniem się do wiedzy, o zdaniu o „pewnych rzeczach” łatwiejszych po ślubie. Słyszy o intercyzie, o twojej cioci, o odwołanym ślubie. Słucha bez przerwy, aż powtarzasz słowa Diego o tym, że był przy tobie przez cztery lata, jakby to była zaliczka, której zwrotu się spodziewał.
Potem odchyla się i mówi: „Właśnie o to chodzi. To język faktur. Tacy mężczyźni zachowują emocjonalne rachunki”.
Ocierasz twarz i kiwasz głową, bo tak, dokładnie o to chodziło. Nie o zapamiętaną miłość. O inwestycję. Jakby jego obecność naliczała odsetki.
Tessa szturcha pojemniki z jedzeniem na wynos i mówi: „Wiesz, że jeszcze nie skończył, prawda?”.
Oczywiście, że nie.
Bo mężczyźni wychowani przez kobiety takie jak Leticia nie przetwarzają słowa „nie” tak, jak robią to normalni ludzie. Dla nich „nie” rzadko jest czymś ostatecznym. To okazja do negocjacji. Nastrój. Wyzwanie. Tymczasowa porażka w posłuszeństwie wszechświata. Diego nie zaakceptuje tego bez zastrzeżeń, nie dlatego, że jest wyjątkowo potworny, ale dlatego, że całe życie uczył się, że kobiety trudno przekonać.
Wczesnym wieczorem rzeczywiście pojawia się pierwszy bukiet.
Białe róże.
Na kartce widnieje napis: Nie marnujmy czterech lat z powodu dumy.
Wpatrujesz się w kwiaty na stoliku przed wejściem i czujesz coś w środku, aż zamierasz.
Nie dlatego, że cię poruszają.
Bo tak doskonale go ukazują.
Nawet teraz nie może sobie wyobrazić, że twój sprzeciw ma podłoże etyczne, emocjonalne, egzystencjalne. Ogranicza go do dumy, bo duma jest na tyle błaha, że można ją obejść. Dumę można ukoić, pochlebić, wymasować, przeczekać. Z szacunkiem do siebie jest trudniej. On nie ma na to żadnych ram u kobiet.
Wręczasz bukiet Tessie.
Leave a Comment