Nie wiedział nawet, na co czeka.
Może dłoń na ramieniu.
Ciche „W porządku”.
Druga szansa.
Ale nic nie nadeszło.
Mama Zola nie zrobiła kroku.
Nie pochyliła się.
Nie dotknęła go.
Nie powiedziała ani słowa.
Bo niektóre słowa, wypowiedziane zbyt późno, tracą wszelkie znaczenie.
Powoli się odwróciła.
Bez pośpiechu.
Bez wahania.
Tylko drobny ruch.
Ale ostateczny.
Jak ktoś zamykający drzwi, które trzymała otwarte przez całe życie.
Jej znoszone sandały dotykały ziemi – suchej, miękkiej, a jednocześnie bezbłędnie czystej.
Każdy krok był kropką.
Za każde wspomnienie.
Za każde poświęcenie.
Szła w kierunku starych drewnianych drzwi.
Te same drzwi, przez które przechodziła każdego dnia od lat, niosąc ze sobą wyczerpanie, niosąc nadzieję.
Ale dziś przeszła przez nie, jakby zostawiła za sobą część swojego życia.
Nie było odwrotu.
Leave a Comment