Wygięty metal.
Szkło.
Reflektor.
David powoli wstał.
W połowie ogrodu… przód karetki był już widoczny.
„Co do cholery…?”
Cofnął się zaskoczony.
W pobliżu nie było drogi, gdzie pojazd mógłby utknąć.
Nie było starego szpitala.
Nie było żadnego wyjaśnienia, dlaczego karetka miałaby być zakopana pod jego ogrodem.
Ręce mu się trzęsły, kiedy wyjmował telefon.
„Halo… tak… Chyba muszą kogoś wysłać”.
Leave a Comment