Wzdrygnął się. „Może to był długotrwały, taktyczny odwrót”.
Z całą pewnością powinienem był rozpętać piekielny ogień. Ale oszustwo Daniela nie było złośliwe. To było desperackie, błędne kłamstwo człowieka przerażonego cieniem ojca, próbującego osłonić coś kruchego.
„Dlaczego, Danielu?”
Wypuścił z trudem powietrze. „Bo w ułamku sekundy, gdy słyszy »generał piechoty morskiej«, przestajesz być dla niego człowiekiem. Stajesz się rangą, deklaracją polityczną, zagrożeniem. Potrzebowałem, żeby najpierw spotkał się z Elaine”.
To był szlachetny zamiar owinięty w katastrofalną strategiczną porażkę.
„A jaki jest obecny cel?” – zapytałem.
„Zaprosił nas na niedzielny obiad”.
Odwróciłem się z powrotem do kuchenki, mieszając sos wyrachowanymi, rytmicznymi ruchami. W moim świecie mundur to twoja skóra. Możesz się śmiać, pić piwo i udawać zwyczajnego, ale gwiazdy na twoim kołnierzyku rzucają cień, którego nie da się prześcignąć. Część mnie, maleńka, wyczerpana część, pragnęła jednego wieczoru, w którym nie będę instytucją.
„Dobrze” – przyznałam cicho. „Będziemy.”
Daniel oparł się o ladę, a na jego twarzy malowała się głęboka ulga. „Jesteś pewien?”
Zerknęłam na niego z ukosa. „Danielu, przeprowadziłam instruktaż dla Połączonych Szefów Sztabów i przetrwałam posiedzenia podkomisji kongresowych pełnych ludzi, którzy desperacko pragnęli mojej porażki. Mogę przeżyć pieczeń wołową z sierżantem artylerii.”
Zaśmiał się, napięcie opadło i przez ulotną godzinę byliśmy po prostu parą gotującą kolację.
Leave a Comment