Całą drogę do samochodu papla o przyszłości Kevina, kostiumach chmur i moralnych porażkach kolegi z klasy, który niesprawiedliwie wymieniał się kubeczkami z budyniem. Słuchasz każdego słowa, jakby to była rynkowa inteligencja z samego nieba.
Na światłach nagle pyta: „Nadal nienawidzisz tej nauczycielki?”
Dzieci są zdumiewające. Najostrzejsze pytania zostawiają na czerwone światło.
Spoglądasz na drogę. „Nie sądzę, żeby nienawiść była właściwym słowem”.
„Więc jakie słowo?”
Rozważasz. „Koniec”.
Kiwa głową, jakby to miało sens.
Tego wieczoru, po kolacji, znajdujesz ją w kuchni, starannie pakującą jutrzejszy lunch z pomocą Evelyn. Kanapka z indykiem, plasterki jabłka, precle, złożona karteczka, bo lubi, jak się ją do niej wsuwa. Robi to teraz pewnie, nie ukradkiem, nie jak ktoś, kto szykuje się na stratę. Kiedy zauważa, że jej się przyglądasz, podnosi pudełko z lunchem.
„Jutro dostanę dodatkową przekąskę, bo skończyłam swoją tabelę czytania”.
„To wydaje się być doskonałą polityką”.
Uśmiecha się szeroko. „W mojej nowej szkole, jeśli rozlejesz mleko, po prostu je sprzątają”.
Opierasz się o blat, uderzony prostotą tego zdania. Cały projekt cywilizacji, trafnie sprowadzony do jednej miary. Dziecko robi bałagan. Dorosły pomaga.
„Tak powinno być”, mówisz.
Leave a Comment