O mało się nie roześmiałem.
„Okrutne byłoby przedstawienie Jonathana jako człowieka, który zadecyduje o przyszłości Daniela, a potem poproszenie go o zakończenie zespołu, żeby wszyscy mogli docenić ironię”.
Na jego twarzy pojawił się rumieniec.
„Próbowałem cię wtedy chronić”.
„Oddać mojego przyjaciela Claire?”
„Nie oddałem go nikomu. Daniel sam go wybrał”.
„To prawda” – powiedziałem.
„Ale to ty otworzyłeś drzwi”.
Westchnęła głęboko, jakby cierpliwość zawsze była dla mnie ciężarem.
„Emily, byłaś wrażliwa.
Zawsze wszystko brałaś do siebie.
Claire umiała wywierać presję, rywalizować, stawiać czoła ambitnemu mężczyźnie.
Myślałam, że chcesz spokojniejszego życia”.
Było tam.
Stara logika.
Nie kryła się nawet pod wstydem.
Leave a Comment