„Czy Jonathan wie?”
„Wszystko, co ważne”.
„A on wciąż…” Daniel przerwał, odwrócił wzrok i spróbował ponownie.
„Wydajesz się szczęśliwy”.
„Jestem”.
To, bardziej niż cokolwiek innego, zdawało się go załamać.
Rzadziej kiwał głową, gestem, który mężczyźni wykonują, gdy w końcu rozumieją, że drzwi nie są po prostu zamknięte, one zniknęły.
Po jego wyjściu zostałem na chwilę sam w oranżerii, nasłuchując stłumionych odgłosów odległego zgromadzenia personelu.
Jonathan odnalazł mnie tam później.
Spojrzał na mnie i nie zadał żadnych głupich pytań.
Leave a Comment