Vanessa zawsze powtarzała, że mieszka sama z Nico, swoim siedmioletnim wnukiem. Zawsze ledwo wiązała koniec z końcem. Zawsze potrzebowała „trochę więcej” na czynsz, szkołę, jedzenie, mundurki, leki – cokolwiek.
Jorge zagrał trzy razy.
Drzwi uchyliły się na kilka centymetrów, przytrzymywane przez łańcuch. Pojawiła się Vanessa z włosami związanymi do tyłu, z surowym wyrazem twarzy i zmęczonymi oczami.
—Przyniosłem rachunek za ten miesiąc — powiedział Jorge, wyjmując kopertę.
Vanessa wyciągnęła rękę i zabrała ją, nie dziękując.
—Spóźniłeś się.
„Wracałem z pracy w La Paz” – odpowiedział. „Był spory korek”.
Otworzyła kopertę na tyle, żeby sprawdzić, czy są wszystkie pieniądze.
„Czy Nico jest?” – zapytał Jorge, pochylając się lekko do przodu, żeby lepiej widzieć. „Chciałem się przywitać”.
Vanessa wtrąciła się.
—On już odpoczywa.
Jorge spojrzał na zegar ścienny w korytarzu. Była 5:30.
Leave a Comment