Klęczałam przy grobie Evana, ścierając ziemię z wyrytych liter, gdy usłyszałam to – tak cicho, że myślałam, że sobie to wyobrażam.
„Mamo…”
Całe moje ciało zesztywniało.
Nie chciałam się odwracać, bo gdybym sobie to tylko wyobraziła, pękłoby mi.
Ale serce waliło mi jak młotem, boleśnie i głośno w piersi.
„Mamo” – powtórzył głos, tym razem bliżej.
Odwróciłam się, drżąc.
Mały chłopiec stał kilka stóp za mną, na wpół ukryty za rzędem nagrobków.
Był chudy, miał za długie włosy, zapadniętą twarz, jakby nie jadł porządnie.
Jego ubranie było w nieładzie – za duży sweter, brudne trampki.
Ale jego oczy…
Te oczy były oczami Evana.
Ten sam łuk brwi, kiedy się bał.
Ten sam uparty podbródek.
Zaparło mi dech w piersiach.
Chłopak przełknął ślinę i wyszeptał łamiącym się głosem, jakby wypowiedzenie tego słowa sprawiało mu ból:
„Mamo… to ja”.
Leave a Comment