Brzmienie głosu Dereka uległo zmianie. Mniej żalu. Więcej napięcia.
„Pani Holloway wprowadziła zmiany do funduszu powierniczego dwa tygodnie temu” – powiedział Richard. „W przypadku zaginięcia, podejrzanego urazu, porwania lub śmierci w wątpliwych okolicznościach aktywa zostają zamrożone do czasu niezależnego przeglądu”.
Cisza.
Potem Derek zapytał: „Zamrożone na jak długo?”
Richard, niech go Bóg błogosławi, wziął głęboki oddech, zanim odpowiedział.
„Na początek czterdzieści osiem godzin. Jeśli do tego czasu nie zostanie potwierdzone, że jest bezpieczna, rozpoczną się wyznaczone wypłaty charytatywne”.
„Jakie wypłaty charytatywne?”
„Jest ich kilka. Sieć schronisk dla ofiar przemocy domowej, fundusz stypendialny dla biegłych rewidentów i dwie fundacje rodzinne”.
Prawie słyszałam puls Dereka w słuchawce.
„A ja?”
„Zostałeś usunięty z listy beneficjentów”.
Nawet Naomi cicho westchnęła.
Krzesło Dereka zaskrzypiało z trudem po podłodze.
„Mylisz się”.
„Nie”.
„Jestem jej mężem”.
„Tak”.
„To napraw to”.
„Nie mogę”.
„Możesz” – warknął Derek. „Wybierasz, żeby tego nie robić”.
Głos Richarda zmalał, ale nie załamał się.
„Wybieram, żeby nie popełniać przestępstwa”.
W słuchawce na chwilę zapadła cisza.
Potem coś ciężkiego uderzyło w coś, co brzmiało jak biurko.
Richard gwałtownie wciągnął powietrze.
Naomi zanotowała coś.
Siedziałam w tym okropnym pokoju motelowym, trzymając w obu dłoniach papierowy kubek po kawie i po raz pierwszy od północy czułam, że plan mojego męża pulsuje, a ja udało mi się odciąć dopływ krwi.
Pieniądze były spoiwem spajającym całą tę zgniłą strukturę.
Leave a Comment