„Mogę wyjaśnić” – powiedział Michael, ściszając głos. Ostrożnie.
Daniel nie usiadł. Stał dalej nad nim, jego obecność była ciężka.
„To wyjaśnij”.
Cisza przeciągnęła się na chwilę, gęsta i niezręczna.
Michael potarł dłonie.
„Na początku to była tylko niewielka kwota” – zaczął. „Potrzebowałem pieniędzy na pomysł na biznes. Myślałem, że uda mi się go rozwinąć i wszystko zwrócić, zanim ktokolwiek zauważy”.
Daniel nawet nie mrugnął.
„Ale nie.”
„Interes upadł” – kontynuował szybko Michael. „Wpadłem w panikę. Potrzebowałem coraz więcej pieniędzy, żeby odrobić stratę, a potem jeszcze więcej. Było coraz gorzej.”
Daniel zaśmiał się zimno.
„Więc ciągle brałeś od starego człowieka, który ci ufał?”
Michael podniósł wzrok, a na jego twarzy malowała się desperacja.
„Czasami dawałem mu pieniądze.”
„Ochłapy?” – warknął Daniel. „Dawałeś mu ochłapy, kiedy to budowałeś?”
Gestem wskazał na luksusowy pokój.
„Kiedy głodował? Kiedy stał w korku i sprzedawał wodę?”
Ojciec siedział cicho między nimi, z rękami na kolanach i zmęczonymi oczami.
„Mówiłeś mi, że Daniel nas porzucił” – powiedział cicho.
Michael się wzdrygnął.
„Ja… nie chciałem, żeby wracał” – przyznał.
Słowa wylądowały jak policzek.
Oczy Daniela zwęziły się.
„Dlaczego?”
Michael przełknął ślinę.
Leave a Comment