Connor zdjął marynarkę i owinął pierwsze dziecko w dłonie, których nigdy w życiu nie miał.
Zdjął też koc termiczny spod swetra i okrył nim drugie dziecko.
„Jestem z nimi” – powiedział, choć jego głos był ochrypły. „Jestem z wami wszystkimi”.
Jego popękane usta poruszyły się.
„Mój mąż” – wyszeptał. „Jest zamknięty”.
Gniew ogarnął Connora tak szybko i wyraźnie, że aż elektryzował.
Derek.
Oczywiście, że to Derek.
Ten sam wyrafinowany złodziej. Ten sam pasożyt w lepszym garniturze.
Tylko tym razem przeszedł drogę od oszusta do morderstwa.
Connor ostrożnie zdjął jedno z niemowląt z piersi Grace, podczas gdy ratownicy medyczni przybyli, by okryć całą trójkę kocami termicznymi.
Ratownicy medyczni działali z wprawą i determinacją, ale nawet oni wyglądali na zszokowanych.
„Jak długo tu był?”
Tom odpowiedział od drzwi drżącym głosem. „Według rejestru wejść, około dziesiątej”.
Ratownik medyczny zaklął w duchu.
Grace próbowała utrzymać oczy otwarte, gdy kładli ją na noszach, ale jej ciało zatrzymało się, gdy nadeszła pomoc.
Czuła się, jakby ocalenie było zaciśniętą pięścią przez całą noc, a ratunek w końcu pozwolił jej otworzyć dłoń.
„Dzieci” – mruknęła.
Connor szedł obok niej, gdy spieszyli korytarzem.
„Żyją” – powiedział. „Zostań ze mną. Jak im na imię?”
Powoli zamrugała.
„Ja… ja nie… jeszcze nie…”
Łza spłynęła jej z kącika oka i zastygła w skroni, zanim ratownik medyczny ją otarł.
Potem, ledwo mówiąc, wyszeptała: „Emma. Noah”.
Drzwi karetki zatrzasnęły się z hukiem.
Connor jechał za nimi swoim samochodem.
Noc w szpitalu stała się jaskrawa i okrutna.
Leave a Comment