Przez chwilę wszystkie lata pochylały się nad sobą. Uroczy uśmiech. Łagodny głos.
Dłoń u podstawy kręgosłupa, prowadząca go przez przyjęcia, kolacje i gabinety lekarskie, jakby była jego własną.
Potem zobaczył tylko rzeczywistość.
Mężczyznę stojącego przed stalowymi drzwiami, błagającego o życie ciężarnej żony.
Nie odwrócił wzroku.
Oskarżenie rozpoczęło od faktów.
Obrona od prezentacji.
To była ostatnia deska ratunku Dereka: teatr.
Odtworzył się zapis z monitoringu. Przyniesiono rejestry mandatów. Zeznawali ratownicy medyczni.
Dr Matthews opisał odmrożenia, hipotermię, przedwczesny poród i medyczne niebezpieczeństwo utraty życia.
„Przez trzydzieści lat pracy w medycynie ratunkowej” – powiedział, patrząc prosto na ławników – „nigdy nie widziałem matki poddanej takiej próbie, a mimo to dwójki wcześniaków, która przeżyłaby w takich okolicznościach.
To, że cała trójka przeżyła, jest niezwykłe. To, że zostali postawieni w takich okolicznościach, było celowe”.
Potem pojawił się Connor.
Obrona natychmiast go znienawidziła.
Za spokojny. Zbyt wiarygodny. Wydawało się niemożliwe, żeby przedstawić go jako histeryka.
Wyjaśnił, dlaczego sprawdził samochód. Wcześniejsze oszustwo Dereka. Dokumenty, długi, motyw.
Podczas przesłuchania prawnik Dereka próbował przedstawić Connora jako opętanego.
„Panie Hayes, czy to prawda, że od lat żywi pan urazę do mojego klienta?”
Leave a Comment