Tara przerwała mi ostro.
„Nie wciągaj mnie w swój dramat”.
Wtedy przestałam szukać odpowiedzi w kuchni.
Wzięłam Milę za rękę i powiedziałam:
„Chodźmy”.
Tara stanęła mi na drodze.
„Nic mi nie zrobisz, zachowując się w ten sposób”.
Miałam spokojny wyraz twarzy, ale serce waliło mi jak młotem.
„Odsuń się” – powiedziałam cicho.
Głos Gabe’a w końcu się przebił, ledwo słyszalny.
„Puść ich”.
Odwrócił się do Tary.
„Gabe…”
Ale ona się nie cofnęła.
Wyglądał na chorego ze strachu.
„Proszę” – wyszeptał i wiedziałam, że nie mówi do Tary – mówi do mnie.
Nie sprzeciwiałam się już.
Wyprowadziłam Milę i poszłyśmy prosto do samochodu.
Ręce mi się trzęsły, gdy zapinałam pasy.
Potem zrobiłam dwie rzeczy, zanim moja odwaga zdążyła się zachwiać: zrobiłam zdjęcie bransoletki w misce przez okno w kuchni i zadzwoniłam na policję.
Leave a Comment