Roxy zaczęła żuć głośno i z entuzjazmem.
Mila wpatrywała się w psa.
Jej twarz zbladła, jakby zobaczyła coś, czego nie powinna rozumieć.
Cofnęła się o krok i odezwała drżącym głosem:
„Dlaczego oddajesz kości własnego syna psu…?”
Słowa te uderzyły w pokój niczym policzek.
Tara zamarła.
Tylko na pół sekundy.
Potem zaśmiała się wymuszonym śmiechem, który wcale nie brzmiał jak śmiech.
„O czym ty mówisz?” – zapytała szybko.
„Nie gadaj bzdur”.
Odwróciłam się do Mili.
„Kochanie… co masz na myśli?”
Wzrok Mili pozostał na misce.
„To… to jest jej” – wyszeptała.
„Ta rzecz. Widziałam ją już wcześniej”.
Mąż Tary, Gabe – który opierał się o framugę drzwi, patrząc w telefon – nagle podniósł głowę.
A w chwili, gdy jego wzrok padł na miskę Roxy, całe jego ciało się zmieniło.
Zaczął drżeć.
Nieznacznie.
Leave a Comment