„Proszę pana, czy to prawda?”
Gerald nawet nie drgnął. „Nie ma tu mowy, kapitanie. Zapłaciłem za ten bilet. Pierwsza klasa jest moja”.
Kapitan Hargrove wyciągnął rękę. „Pokaż mi bilet”.
Gerald niechętnie podał go ponownie. Kapitan przyglądał mu się przez zaledwie dwie sekundy, zanim podniósł wzrok.
„8C. To nie twoje miejsce. Wiesz o tym”.
Gerald wypiął pierś. „System jest zły. Nie ruszę się dla jakiegoś dzieciaka, który tu nie pasuje”.
Kapitan zacisnął szczękę, ale jego głos pozostał spokojny. „Proszę pana, ten samolot nie oderwie się od ziemi, dopóki wszyscy nie zajmą wyznaczonych miejsc. Jeśli odmówicie wykonania polecenia, zostaniecie odeskortowani”.
W kabinie rozległy się westchnienia. Pasażerowie spojrzeli to na kapitana, to na Geralda, wyczuwając, że moment się odwrócił.
Gerald zaśmiał się sucho, kręcąc głową. „Myśli pan, że boję się odeskortowania? Przeleciałem więcej mil, niż pan pilotował, kapitanie. Nie wyrzuci mnie pan z jej powodu”.
Wskazał na Amaniego.
Amani nawet nie drgnęła. Po prostu wpatrywała się w jego dłoń, a potem z powrotem w twarz. Jej głos pozostał łagodny.
„To moje miejsce. Nie wychodzę.”
W kabinie znów zapadła cisza. Jej spokojny, niewzruszony ton sprawił, że Gerald wydawał się mniejszy, mimo że wypełniał całe siedzenie.
Lorraine położyła dłoń na ramieniu Amaniego. „Ma rację, kapitanie. Nie powinna błagać o to, za co już zapłaciła.”
Kapitan powoli skinął głową, zgadzając się. Ale nie ruszył jeszcze w stronę Geralda. Zamiast tego, odciągnął Kimberly i Dereka na bok. Ich przyciszone głosy niosły się na tyle głośno, że dało się je podsłuchać.
Kimberly wyszeptała: „Jeśli go wyciągniemy, ktoś to sfilmuje. To nagranie trafi do internetu i nagle to my będziemy mieli kłopoty.”
Derek pokręcił głową. „Jeśli tego nie zrobimy, ludzie powiedzą, że pozwoliliśmy dorosłemu mężczyźnie znęcać się nad dzieckiem.”
Kapitan potarł czoło. „Tak czy inaczej, ryzykujemy złą prasę”.
Pasażerowie znów zaczęli szeptać, podsłuchując fragmenty rozmowy.
Leave a Comment