Rodzice miliardera i prezesa firmy udają biednych wieśniaków, żeby znaleźć żonę dla swojego syna

Rodzice miliardera i prezesa firmy udają biednych wieśniaków, żeby znaleźć żonę dla swojego syna

Czy ty w ogóle wiesz, co tu znaczy patrzeć? Wszystko tu jest drogie. To nie targ. Kilku pracowników zaśmiało się pod nosem. Jeden z nich udawał, że układa buty, ale jego wzrok patrzył na nich, jakby to była darmowa rozrywka. Anita nadal się bawiła. Obsługujemy tylko klientów z majątkiem powyżej pewnego poziomu – powiedziała, machając palcami w powietrzu, jakby wymieniała zasady z nieba.

Ludzie, których naprawdę stać na to, czego się dotkną. Wzrok staruszki spuścił się na podłogę. Jej dłonie zacisnęły się na małej, zniszczonej torebce, jakby nagle zawstydziła się jej noszenia. Staruszek zacisnął szczękę, ale nadal próbował mówić łagodnie. „Proszę pani, nie jesteśmy tu po to, żeby sprawiać kłopoty”. „Kłopoty?” Anita znów się roześmiała.

„Już narobiliście kłopotów swoim wejściem”. Wtrąciła się Annie, jej głos stał się ostrzejszy. „Czy wy w ogóle macie pieniądze?” zapytała Annie. „Czy po prostu przyszliście, bo słyszeliście, że tu jest darmowe zimne powietrze?” „To uderzyło mocno”. Staruszka wzdrygnęła się, jakby ją ktoś spoliczkował. Staruszek rozejrzał się po butiku, jego oczy spotkały się z oczami obcych, którzy patrzyli na niego, jakby był brudny.

Otworzył usta, żeby znowu coś powiedzieć, ale Anita mu przerwała. „Proszę” – powiedziała, wskazując na drzwi. „Wyjdź na zewnątrz.” Nie marnuj naszego czasu. To miejsce nie jest dla ludzi ze wsi”. Powiedziała to z taką pewnością siebie, jakby to był oczywisty fakt. Jakby ubóstwo było przestępstwem, a luksus salą sądową. Starsza para odwróciła się lekko, jakby mieli zamiar odejść, bo czasem odejście to jedyny sposób, by nie ugiąć się publicznie przed dumą.

Ale zanim zdążyli się ruszyć, Daisy zrobiła krok naprzód. Jej głos nie był głośny. Nie musiał taki być. Dzień dobry, powiedziała Daisy delikatnie, uśmiechając się do pary. Anita odwróciła się gwałtownie. Daisy. Daisy nie spojrzała na Anitę. Jej uwaga skupiła się na dwójce starszych ludzi stojących przy drzwiach, wyglądających na małych w miejscu zbudowanym dla ludzi, którzy nigdy nie musieli żebrać.

„Proszę wejść”, powtórzyła Daisy, jakby nie usłyszała żadnych obelg. „Proszę”, staruszka mrugnęła do niej. „Ale my”, Daisy uśmiechnęła się delikatnie. „Podłoga jest po to, żeby po niej chodzić”, powiedziała spokojnie i pewnie. „To nie grzech wejść do sklepu”. Był tam cień.

nce, taki, który sprawia, że ​​ludzie czują się niekomfortowo, bo odsłania coś brzydkiego.

Post navigation

Leave a Comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

back to top