„Zabierz ją” – powiedział szybko. Zbyt szybko.
Mój prawnik spojrzał na mnie ze zdziwieniem, ale nie wyjaśniłem.
„Mówię poważnie” – dodał Álvaro, pochylając się do przodu. „Możesz ją wziąć. Nawet… pomogę ci się urządzić”.
„Ile?” – zapytałem.
Zawahał się tylko przez sekundę.
„Pięć tysięcy euro”.
Skinąłem głową. „Zgoda”.
I tak po prostu, załatwione.
—
Carmen nie protestowała, kiedy jej powiedziałem.
Usiadła w fotelu przy oknie, z chudymi palcami starannie złożonymi na kolanach, ze wzrokiem utkwionym w ulicy poniżej. Na pierwszy rzut oka wyglądała na kruchą – niemal kruchą. Jej srebrne włosy były zawsze upięte w kok, lekko zgarbiona, a głos cichy.
Ale pozory zawsze myliły Carmen.
„Wychodzisz ze mną” – powiedziałem.
Powoli odwróciła głowę, wpatrując się w moją twarz.
„Naprawdę?” – zapytała.
„Tak”.
Pauza.
Potem, niemal niezauważalnie, kącik jej ust uniósł się.
„Dobrze”.
To było wszystko, co powiedziała.
Żadnych pytań. Żadnego wahania.
Leave a Comment