Amanda skrzyżowała ramiona, a jej usta wykrzywiły się w uśmiechu. „Udawaj dalej. Pokażemy ci twoje miejsce”. Caroline zrobiła krok naprzód, z twarzą pociemniałą z obrzydzenia. Wskazała na żelazną klatkę, którą dekoratorzy wykorzystali wcześniej jako dramatyczny rekwizyt przyjęcia. „Zamknij ją tam” – rozkazała.
„Niech świat zobaczy, jaką kochankę ośmiela się zawstydzać moją córkę”. Ryan nie wahał się. Popchnął Jessicę w stronę klatki i z pomocą strażników zatrzasnęli drzwi. Jessica padła na kolana w środku, drżąc, z rękami wciąż związanymi, a jej ciążowy brzuch unosił się i opadał z każdym bolesnym oddechem. Wokół niej rozbrzmiewały wiwaty, telefony i szyderczy śmiech.
Jej głos się załamał, gdy powtórzyła: „Jestem jego siostrą. Jestem jego siostrą”. Ale nikt jej nie uwierzył. Sala wrzała od okrutnego śmiechu i drwin, ale Amanda nie była usatysfakcjonowana. Uniosła rękę, uciszając hałas. „Zabierzcie ją” – rozkazała. „Zamknijcie ją. Nie zasługuje na to, by stać tu pośród nas.”
Ryan i druhny szorstko zaciągnęli Jessicę w stronę małego schowka na tyłach sali. Żelazna klatka została wepchnięta do środka, a drzwi zatrzasnęły się z hukiem. Amanda poszła za nimi, stukając gniewnie o podłogę wysokimi obcasami. Jessica siedziała skulona w środku, łzy spływały jej po policzkach, a brzuch unosił się z każdym przestraszonym oddechem.
W oczach Amandy nagle pojawił się błysk. Pochyliła się, mrużąc wzrok na błyszczącej diamentowej bransoletce na nadgarstku Jessiki, a jej twarz wykrzywiła się z wściekłości. „Więc to prawda?” syknęła Amanda. „Benjamin ci to kupił? Diamentową bransoletkę wartą miliony dla kochanki?” Jessica szybko pokręciła głową, unosząc drżącą rękę. „Nie, nie, mylisz się.
Leave a Comment