Daniel zmusił się do ustąpienia, ale czułam bijącą od niego frustrację.
Zanim przyjęcie dobiegło końca, wiedziałam już dwie rzeczy. Po pierwsze, Robert miał rację, ostrzegając mnie. Po drugie, cokolwiek Daniel chciał dziś podpisać, było dla niego niezwykle ważne.
Powiedziałam im, że wracam do domu. Daniel zapytał po raz ostatni, czy chcę z nim zostać.
„Nie” – powiedziałam cicho.
Pochylił się w stronę Ethana i szepnął coś, zanim wyszedł. Twarz Ethana pociemniała.
Obserwowałam, jak ich SUV odjeżdża, a potem sprawdziłam telefon. Arthur wysłał adres.
Marlo’s Diner. 21:30.
Zanim tam pojechałam, pojechałam do domu.
Dom stał cichy i ciemny na końcu ulicy, dom, który z Robertem zbudowaliśmy razem trzydzieści lat temu. Kiedy weszłam do środka, owiał mnie znajomy zapach kawy i pasty do drewna. Okulary do czytania Roberta wciąż stały na stoliku kawowym. Jego koc wciąż wisiał na poręczy fotela.
Siedziałam tam przez chwilę, a potem coś się poruszyło. Zaprowadził mnie korytarzem w stronę swojego gabinetu.
Drzwi były lekko uchylone.
To był błąd. Robert zawsze je zamykał.
W środku pokój wyglądał na pierwszy rzut oka normalnie – regały na książki, szafki na dokumenty, lampka na biurku, oprawione zdjęcia. Ale dolna szuflada biurka była lekko uchylona. Robert nigdy by jej tak nie zostawił. Uklękłam i otworzyłam ją całkowicie.
Teczki w środku były porozrzucane. Jedno miejsce było puste.
Coś zostało usunięte.
Serce zaczęło mi walić. Daniel był tu wczoraj, „pomagając w porządkach”. Laura i Ethan też tu byli. Ktoś przeszukał to biurko.
Potem znalazłem na biurku kalendarz Roberta.
Przerzuciłem na stronę sprzed czterech dni – dzień przed jego zasłabnięciem. Dwa wpisy się wyróżniały, napisane ciemniejszym atramentem.
15:30, telefon z apteki w sprawie recepty na leki
sprawdź nagrania z monitoringu. Coś jest nie tak.
Wiedział. Już wtedy.
W barze Arthur czekał już w tylnym boksie. Wyglądał na ulżonego, gdy tylko mnie zobaczył.
Leave a Comment