**Rozdział 2: Pokój „Matki i Syna”**
Wściekłość, która mnie zalała, była gorąca i czysta. Wbiegłam z powrotem do domu, robiąc po dwa kroki naraz. Mój własny, zdyszany oddech głośno rozbrzmiewał mi w uszach.
Wbiegłam do sypialni. Widok, który mnie powitał, zmroził mnie.
Pokój był pełen rzeczy Lindy. Niesmaczne walizki w panterkę leżały otwarte na podłodze.
Efektowne poliestrowe bluzki i dżinsy z kryształkami upchnięte były w zaprojektowanej przeze mnie szafie z cedru.
Powietrze, które kiedyś pachniało morską solą i świeżą farbą, teraz cuchnęło tanimi, natarczywymi perfumami Lindy.
Nuciła sobie pod nosem, trzymając przed lustrem sukienkę z cekinami.
Mark siedział na łóżku – moim łóżku king-size, na pościeli z egipskiej bawełny o gęstości tysiąca nitek na cal kwadratowy, którą mu kupiliśmy.
Starannie, niemal z szacunkiem, wygładził zmarszczkę.
Spojrzał na mnie z całkowicie obojętnym wyrazem twarzy, jakbym była pokojówką, która weszła bez zapowiedzi.
„Co ty, do cholery, robisz?” – krzyknęłam łamiącym się głosem.
Drżącym palcem wskazałam okno. „Moje ubrania. Moje rzeczy. Wszystkie są na trawniku!”
Mark skończył wygładzać, a potem zwrócił na mnie całą swoją uwagę.
Mama potrzebuje pocieszenia, Eleno. Jest stara. Chodź tu.
Będzie w nowych miejscach. Potrzebuje najlepszego pokoju, żeby czuć się bezpiecznie.
„Najlepszego pokoju? Mark, to nasze małżeńskie łóżko!” krzyknęłam, a słowa brzmiały obco i absurdalnie, wydobywając się z moich ust.
Z szafy Linda zachichotała. Dźwięk przypominał potrząsanie małymi, ostrymi kawałkami szkła w słoiku. „Małżeńskie co? Nie dramatyzuj.
Mój syn potrzebuje kogoś, kto będzie czuwał nad jego snem. Ma koszmary. A ty za głośno chrapiesz”.
Wpatrywałam się w niego, a potem z powrotem w Marka, czekając, aż mnie obroni, zaśmieje się z absurdalności matki.
Nie zrobił tego. Skinął głową, jakby argument był całkowicie logiczny.
„Dokładnie” – powiedział spokojnie. „Mama ma rację. To będzie mój pokój z mamą. Będzie lepiej. Będzie nam wygodniej”.
Leave a Comment