Miał już przygotowany plan. Po pierwsze, zamrozić wspólne konto firmowe i odebrać mu dostęp do podpisu. Po drugie, powiadomić dostawców prądu i internetu. Opóźniał płatności pod nazwą firmy. Po trzecie, skontaktować się z jej prawnikiem, aby rozpocząć cichy proces przeniesienia kontroli nad firmą na jej konto osobiste i wreszcie wymienić zamki.
Raymond się tego nie spodziewał, ponieważ Raymond nigdy nie spojrzał dwa razy na to, co go nie dotyczyło. A dla niego ona przestała się liczyć już dawno temu. Erica spakowała dokumenty i schowała je z powrotem do teczki. Włożyła je pod poduszkę, nie dlatego, że myślała, że będzie ich szukał, ale dlatego, że w końcu znów należały do niej, do jej życia.
Jej imię, jej głos. Erica, która śniła u jego boku, umarła dawno temu, a ta, która pozostała, była gotowa do powstania. Zanim Raymond zszedł na dół tego ranka, przeciągając się i ziewając jak człowiek bez wrogów, Erica była już ubrana. Przemierzała kuchnię z cichym zamysłem, z oczami spokojnymi, a jej telefon co jakiś czas wibrował od odpowiedzi od osób, z którymi kontaktowała się w nocy.
jej prawnika, kierownika banku, kuzyna pracującego w branży nieruchomości. Raymond, jak zwykle, nie zwrócił na to uwagi. „Czy mamy jeszcze sok w butelce z wczoraj?” zapytał, nawet na nią nie patrząc. „W lodówce” – odpowiedziała po prostu Erica, nalewając sobie herbatę, nie podnosząc wzroku. Wyszedł z kuchni, nucąc pod nosem, z telefonem w dłoni, prawdopodobnie pisząc wiadomość do jednej z wielu kobiet, które zastąpiły mu rozmowę z żoną.
Leave a Comment