„Możesz i zapłacisz”.
Położyła dłoń na twoich plecach i poprowadziła cię w stronę sypialni. „Załóż prawdziwe buty. Weź torebkę”.
Tętno ci przyspieszyło. „Rosa, co się dzieje?”
Spojrzała ci prosto w oczy. „Zabieram cię na śniadanie. Potem idziesz do fryzjera, do lakiernika, jeśli chcesz, i na masaż, jeśli zniesiesz dotyk bez mrugnięcia okiem. Potem porozmawiamy. Nie, kiedy trzymasz dziecko na rękach i nie, kiedy ktoś wrzeszczy o przekąski”.
Patrzyłaś na nią, jakby oznajmiła, że zabiera cię na Księżyc.
„Nie powinnam” – powiedziałaś słabo.
„Nie powinnam?” – powtórzyła Rosa. „Eleno, gdybyś zniknęła dzisiaj, ten dom zawaliłby się jeszcze przed obiadem. Właśnie dlatego powinnaś.”
Prawda była tak brutalna, że nie pozostawiała miejsca na dyskusję.
Godzinę później siedziałaś naprzeciwko niej w cichej restauracji trzy dzielnice dalej, trzymając w dłoniach kawę, którą mogłaś pić, póki była jeszcze gorąca. Żadne dziecko nie wchodziło na ciebie. Nikt nie wołał twojego imienia. Nikt nie wręczył ci rachunku, butelki, siniaka ani potrzeby w ciągu ostatnich pięciu minut. Nieobecność wydawała się na tyle nienaturalna, że przyprawiła cię o zawroty głowy.
Rosa poczekała, aż przyniosą twoje naleśniki, zanim zadała pytanie.
„Czy on cię kiedyś uderzył?”
Widelec zamarł ci w dłoni.
„Nie” – powiedziałaś szybko. „Nigdy.”
Skinęła głową. „Czy on cię kiedyś przestraszył?”
Przełknęłaś ślinę. „Nie w ten sposób.”
„To nie jest odpowiedź.”
Wpatrywałaś się w syrop zbierający się na brzegu talerza. „On jest głośny. Czasami wali pięściami w ściany. Trzaska szafkami. Jeździ za szybko, gdy jest zły. Ale nie na dzieci. Nie do końca.”
Rosa odchyliła się w boksie i na chwilę zamknęła oczy. Kiedy je otworzyła, nie było w niej ani krzty miękkości. „A pieniądze?”
Podniosłeś wzrok.
„Jaki masz dostęp?” zapytała.
Odpowiedź zawstydziła cię bardziej, niż powinna. „On zajmuje się większością.”
„Większością?”
„Wszystkim.”
„Twoje nazwisko widnieje na domu.”
To nie było pytanie. Rosa znała na pamięć rejestry nieruchomości połowy miasta i…
Odpoczywaj instynktownie.
„Tak” – powiedziałaś – „ale kredyt hipoteczny jest z jego konta”.
„Czyj to był pomysł?”
Leave a Comment