Potem uśmiechnęła się smutno i szczerze.
„Cześć, Danielu.”
„Cześć.”
Piłeś kawę w pobliżu, bo wydawało się absurdalne, żeby tego nie robić.
Rozmawialiście o pracy. Jej nowym mieszkaniu. Twoim przeniesieniu do lepszej szkoły. Jej siostrzeńcu, który rósł zbyt szybko i najwyraźniej odziedziczył po wszystkich talent do dramatu, z wyjątkiem kłamstwa. Rozmowa toczyła się z lekką ostrożnością ludzi, którzy przetrwali już najgorsze i dlatego nie muszą się już ozdabiać.
W pewnym momencie powiedziała: „Wiesz, o czym myślę najczęściej?”
Zamieszałeś kawę.
„Co?”
„Że gdyby Renata oskarżyła prawie każdego innego, mógłbym się inaczej zawahać. Ale ponieważ to byłeś ty, ponieważ cię znałem, powinienem był się zatrzymać i zadać trudniejsze pytania, zanim pozwolę, żeby cała sala zdecydowała.”
Spojrzałeś na nią.
Stara rana goiła się, ale teraz tylko lekko.
Jak ból przed deszczem.
„Bałeś się” – powiedziałeś.
„Tak” – odpowiedziała. „Ale strach jest okropnym sędzią”.
Po chwili dodała: „Przepraszam w sposób, który niczego od ciebie nie wymaga. Potrzebuję tylko, żeby istniało na świecie”.
Leave a Comment