Znieruchomiałaś.
Pospieszył.
„Jej matka wiedziała, zanim to się stało”.
Nic nie powiedziałaś.
Pospieszył, żeby wypełnić ciszę.
„Może nie to oskarżenie. Ale Renata powiedziała Marcie, że może będzie musiała „powiedzieć coś drastycznego”, jeśli odejdę. Marta jej nie powstrzymała. Powtarzała tylko, że rodzina nie zniesie kolejnej publicznej kompromitacji”.
Słowa sypały się między was jak gwoździe.
Pomyślałaś o usuniętej wiadomości audio. Nie obchodzi mnie, co mówi Renata, ta dziewczyna zawsze kłamała, kiedy była zdesperowana.
Czy Marta wiedziała więcej, niż przyznała? Czy wątpliwości istniały, bo istniała wiedza? Czy wyczuła kształt kłamstwa od samego początku i postanowiła go nie przerywać, póki było to tylko zamiarem?
Spojrzałaś na Ivána.
„Dlaczego mówisz mi teraz?”
Jego śmiech był krótki i żałosny.
„Bo mam dość bycia jedyną osobą karaną za coś, co wszyscy pomogliśmy stworzyć”.
To chyba prawda.
Również samolubne.
Również przydatne.
Powiedziałaś Andrei, która stwierdziła, że informacja jest zbyt cienka, by działać na jej podstawie bez potwierdzenia, ale wystarczająco gruba, by mieć znaczenie moralne. Przez kilka dni nic nie powiedziałaś Lucii, bo nie wiedziałaś, czy prawda pomoże, czy po prostu stanie się kolejną belką w konstrukcji, którą i tak odbudowaliśmy z wielkim nakładem kosztów.
Leave a Comment