Oznaczyłam w poście Jake’a i Lorraine.
Godzinę później, szykując się do pracy w maleńkiej łazience, zauważyłam karalucha pewnie przemykającego po spękanym linoleum. Poruszał się szybko, wyraźnie czując się komfortowo na swoim terytorium i zupełnie nie przejmując się moją obecnością.
Nie krzyczałam ani nie próbowałam go zabić.
Zrobiłam zdjęcie.
„Staram się okazywać szacunek moim współlokatorom – oni na pewno byli tu pierwsi” – napisałam pod zdjęciem.
To też opublikowałam.
Moje wpisy w mediach społecznościowych kontynuowałam regularnie drugiego dnia – wciąż spokojnie, wciąż bezlitośnie, brutalnie szczerze.
Widzicie, świadomie podjęłam decyzję, żeby stawić opór Jake’owi i Lo.
Próby rraine’a, by mnie ukryć, poprzez absolutną odmowę ukrycia się. Miałam też inne plany, ale ta publiczna dokumentacja wydawała mi się najważniejsza.
Opublikowałam zdjęcie cienkiego śpiwora, który starannie położyłam na łóżku, bo nie mogłam się zmusić, by dotknąć tej wątpliwej kołdry pod spodem.
„Chyba tak będzie mi się lepiej spało” – napisałam po prostu.
Podzieliłam się zdjęciem, które zrobiłam o zmierzchu za oknem, na którym neony ze stacji benzynowej migotały na zewnątrz, rzucając dziwne cienie na zalany wodą sufit.
„Darmowa rozrywka tuż za moim oknem” – dodałam z tańczącą emotką.
Leave a Comment