Jake nerwowo spojrzał na mnie.
„Ale mamo, to moja żona…” zaprotestował słabo, choć już słyszałam, jak w jego głosie pobrzmiewa nuta porażki.
„A ja jestem twoją matką!” – głos Lorraine podniósł się gwałtownie. „Czy naprawdę muszę ci przypominać, że to ja dałam ci zaliczkę na ten dom? Ona musi odejść. Zawsze jestem jedyną kobietą w twoim domu, kiedy cię odwiedzam, i absolutnie nie będę dzielić przestrzeni mieszkalnej z twoją… z Cassidy”.
Przewróciłam oczami, wciąż całkowicie pewna, że Jake natychmiast uciszy to szaleństwo. Ale to, co stało się później, kompletnie wytrąciło mnie z równowagi.
Jake wszedł do drugiego pokoju z telefonem, mówiąc cicho, czego nie mogłam do końca zrozumieć. Słyszałam szmer przez jakieś piętnaście minut, zanim zapadła cisza.
Wrócił do mnie prawie godzinę później, jego wzrok błądził wszędzie, tylko nie prosto w moją twarz, a jego głos był niski i ostrożny, jakby zbliżał się do dzikiego zwierzęcia.
„Więc mama jest strasznie uparta w tej całej sytuacji. Czy mógłbyś… może zatrzymać się gdzieś indziej, kiedy ona będzie w odwiedzinach?”
Naprawdę się roześmiałam, zakładając, że to jakiś żart. „Żartujesz, prawda? Powiedz mi, że żartujesz”.
Przełknął ślinę.
d, a jego jabłko Adama wyraźnie się poruszało.
„Proszę, nie rób z tego wielkiej sprawy, Cass. To dosłownie tylko na kilka dni. Przygotuję ci wygodny materac dmuchany w garażu. Nie będziesz nawet musiał jej widzieć, a wszyscy możecie sobie po prostu nie wchodzić w drogę.”
„Garaż? Jake, nie możesz teraz mówić poważnie.”
Leave a Comment