Odłożyłam torebkę, minęłam ich i podeszłam do małego biurka w kącie, gdzie trzymałam nasze dokumenty – rachunki, listy ubezpieczeniowe, wyciągi z kredytu hipotecznego, których Marcus nawet nie otwierał. Moje ręce były pewne. To mnie zaskoczyło bardziej niż cokolwiek innego.
W szufladzie znajdowała się teczka, którą przygotowałam w tygodniu, w którym odkryłam, że użył mojej karty kredytowej, żeby sfinansować swój tak zwany „pomysł na biznes” z przyjaciółmi – ten, który okazał się niczym więcej niż wieczorami pokerowymi i zakładami sportowymi.
Wróciłam do salonu i rzuciłam papiery na kolana Marcusa.
Zmarszczył brwi, przerzucając pierwszą stronę. „Co to jest?”
„Papiery rozwodowe” – powiedziałam. „Skoro jesteś taka pewna, że to twój dom, niech to będzie oficjalne”.
Śmiech Diane ucichł natychmiast. Twarz Marcusa tak szybko zbladła, że wyglądało to tak, jakby ktoś wyciągnął wtyczkę z gniazdka.
„Nie mówisz serio” – wyszeptał, nagle prostując się.
„Och, mówię serio” – powiedziałam. „A zanim znowu zaczniesz mi grozić – sprawdź załączniki”.
Marcus przewrócił stronę, przebiegł wzrokiem pogrubione nagłówki i otworzył usta, nie wydając ani jednego dźwięku. Diane sięgnęła po dokumenty sztywnymi palcami, czytając tylko tyle, żeby zrozumieć.
Wtedy klamka drzwi wejściowych zadrżała – mocno – jakby ktoś próbował je siłą otworzyć.
Marcus wpatrywał się we mnie. „Do kogo dzwoniłaś?”
Nie odpowiedziałam.
Bo osoba na zewnątrz nie przyszła po mnie.
Leave a Comment