Ale coś się pod tym kryło.
Jay poczuł się rozkojarzony, jego ruchy były wolniejsze, a myśli cięższe.
„Jesteś dziś cicho” – powiedziała Nadia, stawiając dwa talerze na stole.
Zerknął na nią. „Po prostu myślę o… Nie wiem. Jakby coś miało się wydarzyć”.
Nadia spojrzała na niego przelotnie. „To nie brzmi pocieszająco”.
„Nie brzmi” – przyznał.
Przyglądała mu się przez chwilę, a potem złagodniała. „Cokolwiek to jest, poradzimy sobie z tym”.
My.
To słowo go uziemiło.
Skinął głową. „Tak. Damy radę”.
Następnego ranka wszystko się zmieniło.
Zaczęło się od dźwięku.
Silników.
Nie jednego – wiele.
Głośno, opanowanie, szybko się zbliża.
Nadia wyszła pierwsza, wycierając
Oparła dłonie na szmatce, marszcząc brwi, gdy hałas się zbliżał.
Jay podążył za nią, instynktownie czujny.
Wtedy ich zobaczyli.
Jeden SUV.
Potem drugi.
Potem kolejny.
W sumie siedem.
Całe czarne, całe wypolerowane, wszystkie nie na miejscu na cichej, polnej drodze.
Zatrzymali się przed domkiem, silniki pracowały na biegu jałowym idealnie w harmonii.
Nastała cisza.
Serce Nadii zaczęło walić.
„Jay…”
„Widzę ich” – powiedział cicho, bez namysłu przyjmując postawę obronną.
Drzwi samochodu się otworzyły.
Wysiedli mężczyźni w garniturach – bystrzy, opanowani, badający otoczenie z wyćwiczoną precyzją.
To nie było przypadkowe.
To nie była pomyłka.
To było celowe.
Jay stanął lekko przed Nadią. „Zostań za mną” – powiedział pod nosem.
„Nawet nie wiesz, co się dzieje” – wyszeptała.
„Wiem wystarczająco dużo”.
Jeden z mężczyzn powoli podszedł.
Potem z drugiego SUV-a wyłoniła się kolejna postać.
Starsza kobieta. Elegancka, opanowana.
Ale w chwili, gdy jej wzrok spoczął na Jayu, załamała się.
„Andrew”.
Imię uderzyło w powietrze niczym grzmot.
Wyraz twarzy Jaya stężał. „To nie moje imię”.
Za nią pojawił się starszy mężczyzna, o opanowanej twarzy, ale w jego oczach pojawiło się coś głębszego.
Leave a Comment