było przytłaczające.
Ale nic nie mogło się równać z ponownym spotkaniem Andrew.
Nie Jay.
Andrew.
Ubrana w szyty na miarę garnitur, stojąca pewnie przed wejściem do budynku, który prawdopodobnie kosztował więcej niż wszystko, co kiedykolwiek znała razem wzięte.
Przez ułamek sekundy zastanawiała się, czy w ogóle tam pasuje.
Wtedy ją zobaczył.
I nagle dystans zniknął.
Podszedł prosto do niej.
Bez wahania.
Bez wahania.
„Przyszedłeś” – powiedział.
Nadia uśmiechnęła się lekko. „Tak naprawdę nie dałeś mi wyboru”.
Lekki uśmieszek przemknął mu przez twarz. „Brzmi jak coś, co bym zrobił”.
Przyjrzała mu się uważnie. „Jesteś inny”.
„Jestem” – przyznał. Potem, ciszej: „Ale nie tam, gdzie to ma znaczenie”.
To wystarczyło na razie.
W miarę upływu dni Andrew odbudowywał zarówno pamięć, jak i swoje imperium.
A potem nastąpił przełom w sprawie.
Dokonano aresztowań.
Dowody zostały ujawnione.
Prawda ujawniona.
Wypadek został zaaranżowany przez dwóch rywalizujących ze sobą dyrektorów, którzy potajemnie zmówili się, by wyeliminować go przed sfinalizowaniem ważnej umowy – takiej, która doprowadziłaby ich obu do bankructwa.
Zaplanowali wszystko.
Drogę.
Czas.
Skutki.
Czego nie wiedzieli
Zaplanowano, że przeżyje.
Stojąc w swoim biurze po wysłuchaniu pełnego raportu, Andrew ponownie spojrzał na miasto.
Ale tym razem w jego oczach nie było niepewności.
Tylko jasność.
Tylko determinacja.
„Próbowali zakończyć moją historię” – powiedział cicho.
Za nim Nadia stała nieruchomo, słuchając.
Odwrócił się lekko, jego wyraz twarzy był spokojny, ale stanowczy.
Leave a Comment