Twoja matka przycisnęła palce do skroni. „Miałeś tyle pieniędzy i nic nie powiedziałeś?”
Znów to samo. Nie „przepraszam”. Nie „dziękuję”. Nie „co my ci zrobiliśmy?” Jedyne zdumienie, że osoba, którą traktowali jak kogoś gorszego, posiadała zasoby, które podziwialiby u każdego innego.
Szczęka Santiago się zacisnęła. „Słyszycie siebie?”
César mruknął coś bluźnierczego.
W tym momencie jedne z drzwi sali balowej otworzyły się szerzej i kilku gości przy wejściu odwróciło głowy. Plotki na weselach rozchodzą się szybko. Szybciej niż szampan, szybciej niż muzyka, szybciej niż modlitwa. Pierwszy rząd zaciekawionych twarzy już się uformował.
Valeria też to dostrzegła i panika zapłonęła w jej oczach. „Nie możemy tego tu zrobić”.
Patrzyłeś na jej suknię, diamentowe kolczyki, misterny welon przypięty przez kogoś, kto prawdopodobnie spędził godzinę doskonaląc iluzję wdzięku. Wyglądała pięknie, przerażona i wściekła, że jej scena nagle zyskała kolejne światło reflektorów.
„Ty to zrobiłeś” – powiedziałeś cicho.
Wpatrywała się w ciebie, jakby nigdy wcześniej nie słyszała twojego głosu.
Arturo wszedł ponownie, próbując dokonać selekcji. „Dość. Wejdziemy do środka, dokończymy ceremonię, a resztą zajmiemy się później”.
Damián zebrał się na odwagę, by przemówić, gdy instynktowny szok osłabł. „Tak. Dokładnie. Przestańmy przesadzać i idźmy dalej”.
Santiago odwrócił się do niego, a spojrzenie w jego oczach sprawiło, że słowa Damiana zamarły w bezruchu. „Nie masz prawa mówić mojej żonie, żeby zapomniała o upokorzeniu”.
„Przepraszam” – skłamał Damián.
„Nie” – odparła ostro Beatriz. „Nie przeprosiłeś”.
Leave a Comment