To jedno słowo zawiera wystarczająco dużo informacji, by rozświetlić miasto.
Nie pytasz o więcej.
Tygodnie się dłużą.
Każdego ranka powtarzasz sobie, że wkrótce wyjdziesz.
Wtedy Emma budzi się, kaszląc mniej, uśmiechając się bardziej, wyciągając pulchne rączki w stronę promieni zimowego słońca w pokoju dziecięcym, który Matteo jakimś sposobem wypełnił wszystkim, czego może potrzebować dziecko, nie sprawiając przy tym wrażenia, że jesteś obserwowana. Zaczynasz szukać pracy, po cichu, korzystając z laptopa pani Alvarez przy kuchennym stole, podczas gdy Emma drzemie w pożyczonym krzesełku do karmienia, które kosztowało więcej niż twój czynsz za ostatnie trzy miesiące. Każda oferta wydaje się niemożliwa. Za daleko. Za niskie wynagrodzenie. Za dużo weryfikacji przeszłości, które Derek mógłby wywęszyć, gdyby zwracał uwagę na właściwe bazy danych i niewłaściwe osoby.
Pewnego wieczoru Matteo znajduje cię przy stole otoczonym ofertami pracy i odrzuconymi ofertami.
Nie siada.
Staje przy ladzie, nalewa sobie kawę i mówi: „Masz doświadczenie w zarządzaniu sprzedażą detaliczną”.
Podnosisz nieufny wzrok. „Jeśli przez zarządzanie rozumiesz sprzątanie po cudzych katastrofach za dziewięć dolarów za godzinę, to tak”.
Kącik jego ust drga.
„Potrzebuję kogoś do prowadzenia działań społecznych dla jednej z moich fundacji” – mówi.
Mrugasz. „Twoje co?”
Odwraca się z kubkiem w dłoni. „Zanim się zaniepokoisz, tak, wiem, jak to brzmi”.
Leave a Comment