I zobaczyłem swój samochód.
Wbite kluczykiem z obu stron, głęboko w metal. Lusterko wsteczne odbiło się od podłoża. Tylna szyba była pokryta pajęczyną, jakby ktoś uderzył w nią kijem.
Stałem na pustym parkingu, wsłuchując się w ciszę.
Powietrze zdawało się czekać na moją reakcję.
To właśnie tam spodziewali się, że się złamię.
Zamiast tego, odwróciłem się, wróciłem do sklepu i włączyłem kamerę z kamer.
Przewinąłem.
I oto byli.
Tyler i jeden z jego kumpli, w kapturach, śmiejący się.
Tyler podszedł do mojego samochodu, namalował sprayem dwa słowa niechlujną czerwienią na drzwiach pasażera, udawał sławnego, a potem dla pewności zrzucił doniczkę z moich schodów.
Wpatrywałem się w ekran i coś we mnie zamarło.
Nie zadzwoniłem do Mike’a.
Nie zadzwoniłem do mamy.
Zadzwoniłem do wujka Raya.
I po raz pierwszy w życiu nie zapytałem o pozwolenie, żeby się chronić.
Leave a Comment