Potem odezwała się do mnie inna kobieta. Sprzedawczyni. Powiedziała, że Mike i Jenna wykorzystywali moje nazwisko, aby zapewnić sobie umowy z dostawcami, wcześniejsze dostawy, zwroty pieniędzy. Przeinaczenie. Nadużycie tożsamości. Trzecia osoba wysłała mi na Instagram mojego sklepu zrzuty ekranu faktur, na których widniała nazwa mojej firmy, jakbym była wspólnikiem.
Przekazałam wszystko dalej Pani Kline.
W ciągu kilku godzin sprawa nabrała rozpędu.
Tej nocy usłyszałam hałas na zewnątrz. Sprawdziłam obraz z kamery w telefonie.
Byli.
Mike. Jenna. I moja mama.
Stali przed moim sklepem, wpatrując się przez szybę, jakby szukali dowodu na to, że w końcu się załamałam.
Potem Mike wyciągnął telefon i włączył transmisję na żywo.
Widziałam na żywo, jak nazywa mnie pasożytem. Mówił, że wykorzystuję śmierć córki dla uwagi. Mówił widzom, że jestem niestabilna i potrzebuję pomocy.
Moja mama stała za nim ze skrzyżowanymi ramionami, milcząca, nie zatrzymując go.
Nie zeszłam na dół.
Nie krzyczałam przez drzwi.
Zadzwoniłam na policję i wysłałam transmisję na żywo e-mailem do mojego prawnika.
Leave a Comment