Zamiast tego…
Śmiechu.
Prawdziwego śmiechu.
Nie tego grzecznego, jaki dzieci dają, gdy dorośli proszą je o uśmiech. Nie tego wymuszonego chichotu podczas przyjęć urodzinowych organizowanych przez organizatorów imprez. To był chaotyczny, głośny, zdyszany śmiech. Taki, który kończy się czkawką.
Matthew zatrzymał się w pół kroku.
Dźwięk dobiegł z jadalni.
Przez ułamek sekundy zastanawiał się, czy nie wszedł do niewłaściwego domu.
Powoli ruszył naprzód, wciąż trzymając w ręku teczkę.
Leave a Comment