A teraz świt przerzedza krawędzie okien, a ty musisz zdecydować, jaki mężczyzna obudzi się w tym domu. Ten, który był pogrzebany w gazetach i plotkach z sali konferencyjnej. Czy ten, który nauczył się nosić wodę bez narzekania i rozśmieszać dziecko jedynie zepsutą harmonijką i głupią miną.
Laura znajduje cię tam przed wschodem słońca.
Jest bosa, ma rozpuszczone włosy, otulona starym szarym swetrem nałożonym na wyblakłą koszulę nocną. Zatrzymuje się w drzwiach, bo od razu widzi, że coś w pokoju się zmieniło. Laura nie ma wykształcenia w zakresie wytworności, którą podziwiają ludzie w mieście, ale niełatwo ją oszukać. Kobiety, które przetrwały trudne chwile, potrafią płynnie wczuć się w atmosferę.
„Pamiętałeś” – mówi.
To nie pytanie.
Kiwasz głową.
Przez sekundę żadne z was się nie rusza. W kuchni pachnie mokrym drewnem, kawą i lekką, leczniczą ostrością maści, którą wcierała w twoje posiniaczone ramię każdej nocy, gdy się goiłeś. Ten pokój skrywał zbyt wiele drobnych dobroci, by teraz pozwolić na kłamstwo.
„Jak masz na imię?” – pyta.
Patrzysz na nią.
„Alejandro” – mówisz. „Alejandro Rivas”.
To imię brzmi niewłaściwie w tym pokoju. Zbyt drogie. Zbyt gładkie. Zbyt ciężkie od oczekiwań innego życia. Laura też to słyszy. Widać to po jej twarzy, która nie twardnieje, ale zmienia kształt wokół słowa.
Kiwa głową raz. „Ten facet z wiadomości”.
„Tak”.
„Byłeś bogaty”.
Prawie się śmiejesz, słysząc czas przeszły.
„Nadal jestem” – mówisz.
Leave a Comment